| 16.11.2007 :: 15:25 |
Komentuj (3) |
pozornie mam malo zajec. a jakos brak czasu na wszystko ;) studia, organizacja wospu w poz (ciekawe co z tego wyjdzie), hiszpanski, P. ..
no wlasnie- P.
bylismy ostatnio na imprezie takiej pol-rodzinnej (rodzinka z mojej strony). mama po paru drinkach rozdrazniona rzekomo dowcipnymi uwagami mojego kuzyna o tym, ze jest tesciowa P., zaczela temat..
przez chyba 3 godziny mowiono tylko o tym, czy P. powinien sie juz "zdeklarowac", czy powinnismy brac slub itp itd. masakra
najgorsze jest to, ze po prawie 6 latach razem ja chyba tez juz bym chciala zmienic "status". nie chce wiecznie zyc na kocia lapke. jak jestem u rodzinki P. to tez wolalabym byc narzeczona niz nie-wiadomo-kim
od soboty do przedwczoraj codziennie mialam dziwne rozmowy na ten temat. jestem zmeczona, nie wiem jaka wersje podawac na zewnatrz.
P. niby mowi, ze przeciez rozmawialismy, ze nie mam podstaw by watpic w jego zamiary, ale.. coz, jakos watpie
|
| 02.10.2007 :: 21:45 |
Komentuj (1) |
podobno bylam dobra wnuczka. pogrzeb byl straszny. tak mysle, ze te ponure uroczystosci sa urzadzane nawet nie po to, by sie pozegnac, ani po to, by pomoc odchodzacej osobie na tamtym swiecie modlitwa. raczej po to, by bliscy przezywajac ten ogrom bolu i zalu w skondensowanej formie i nie mogac juz zaprzeczyc temu co sie stalo- mogli pozniej zaczac wracac do normalnego zycia.
trzy tygodnie temu chcialam sie rzucic za trumna, gdy zjezdzala na linach w dol. teraz staram sie myslec o tym, ze Dziadek lubil nas usmiechnietych, wesolych, osiagajacych jakies kolejne punkty na liscie zyczen.
zal nadal. szczegolnie, gdy mysle o wlasnie budowanych domach. bo Dziadek mial mieszkac obok, mial mnie nauczyc zbierac dobre orzechy i dbac o drzewka, mial ze mna dyskutowac, mial byc obok- wreszcie rozmawiajac normalnie i otwarcie, tak jak pare dni przed Jego odejsciem, tak jak wczesniej sp. Dziadek ze strony Mamy, ktory nie zyje juz ponad 10 lat, a wciaz tak bardzo Go brak. i wciaz nie umiem pogodzic sie z Ich odejsciem, bo przeciez mieli widziec jak koncze studia. i takie tam. jakie to wszystko male wobec Smierci
na Rodos... odpoczelam. P. byl kochany. ale nie zaspiewal mi piosenki.
teraz szukam pracy. ma ktos prace dla studentki w Poznaniu?
...
jakie to wszystko male
...
|
| 12.09.2007 :: 20:39 |
Komentuj (0) |
Dziadek zmarl
tydzien temu rozmawialam z nim o tym jakie krzaki przy nowych domach posadzic.
nie bylam dobra wnuczka
|
| 11.09.2007 :: 08:37 |
Komentuj (3) |
dzis dostaje pod opieke moja Chrzesniaczke- Nadie. powinnam juz sprzatac, isc na zakupy, odebrac paczke z poczty- a ja co? poddaje sie wczorajszemu dniu :| chyba zamiast leciec na wakacje powinnam dostac dodatkowe wyklady juz od dzis ;) leci mi drugi miesiac wakacji-nie do konca zasluzonych- a ja lenia dostaje ;)
aa, wlasnie, nie pisalam. lecimy z P. na Rodos. na 2 tygodnie. niby marzylam o Grecji, o dluzszych niz tydzien wakacjach etc., ale jakos entuzjazmem nie palam, nie skacze z radosci. wlasciwie to nie dociera do mnie to, ze mamy gdzies leciec.
i to akurat teraz- po pol roku gdy ukladalo nam sie lepiej niz dobrze, znow zaczelam sie zastanawiac- to jest milosc czy przyzwyczajenie i przyjazn?
chcialabym miec jakis miernik, test, cokolwiek. a nie mam nic. madrzy mowia, by sluchac serca. tylko co mam z tej mowy wiedziec, skoro ono co chwile mowi cos innego?
niedawno P. rozwial moje watpliwosci dotyczace ewentualnego slubu- zapewnil, ze mysli o tym, by taka decyzje w przyszlosci podjac. cieszylam sie, czulam ulge. potem powiedzial, ze mam wybrac pierscionek (akurat ogladalam wystawe bizuterii)- bylam mile zaskoczona. powiedzialam mu jednak, zeby zrobil to sam (lub z pomoca mojej kuzynki), jak przyjdzie na to czas. teraz nie chcialabym, zeby on uznal, ze ten czas juz nadszedl. z drugiej strony wczoraj ogladalam w necie pierscionki.
sa 3 opcje:
a)albo sie nudze
b)albo jestem rozchwiana emocjonalnie
c)albo.. jedno i drugie naraz ;)
tymczasem zaprowadze gadzine cialo pod prysznic, a duch niech sobie wedruje gdzie chce- w koncu zostaly mu tylko niecale 3 tygodnie wolnosci przed coroczna walka nauka vs dekoncentracja
|
| 10.09.2007 :: 11:21 |
Komentuj (4) |
chcialam cos napisac, ale nic pozytywnego by to nie bylo, bo wlasnie rozmyslam o tym, ze powinnam o siebie zdecydowanie bardziej zadbac. troche dla P., ale przede wszystkim dla siebie.
ale zeby dzis pesymistycznie nie bylo, to napisze tylko DZIEN DOBRY i MILEGO DNIA
oraz przypomne, ze Polacy postawili sie Portugalczykom i na stadionie swiatla padl remis 2-2 :)
|
| 09.09.2007 :: 23:05 |
Komentuj (1) |
znajomy dzis "zaprosil" mnie do przeczytania swojego dopiero-co-utworzonego bloga. i przypomnialo mi sie, ze przeciez ja tez takowe mialam. ten byl ostatni.
wydawalo mi sie, ze moga smieszyc i wydawac mi sie obce slowa, ktore pisalam pare lat temu, majac lat nascie, w smiesznych kalendarzach- pamietnikach z kolorowymi okladkami. tymczasem okazuje sie, ze czytajac kilka ostatnich postow- pochodzacych przeciez z ubieglego roku- tez jakos nie do konca poczuwam sie do autorstwa.
czlowiek jest suma masek, ktore zaklada? moze kilka zgubilam ;)
nie wiem czy to bedzie nowy poczatek tego bloga. nie wiem, czy to jeszcze ma sens. moze lepiej jednak skrobac piorem na kartce swoje zale i podzieki do swiata?
zobaczymy
chcialabym napisac, ze cos sie zmienilo od ostatniego posta. ale chyba nadal tkwie w jakims martwym punkcie.
nic nie wiem.
a moze to dobrze? moze nie kazdy musi miec sprecyzowana sciezke kariery? i byc niezmienny (z dnia na dzien) w uczuciach? inaczej gdzie mialaby swoj poczatek roznorodnosc, ktora tak usilnie chcemy zauwazac wsrod siebie i miedzy soba my- ludzie.
zastanawiam sie czy jutro poznam wlasne slowa i czy sama bede pamietac co mi krazylo po glowie i co podkusilo mnie, by znow tu zajrzec.
pozdrowienia dla M.
|
| 02.11.2006 :: 11:37 |
Komentuj (7) |
pisze wlasnie esej nt. prezydenckiej formy rzadow w Polsce. Pisze to mocno naduzyte okreslenie, bo zaledwie zaczelam czytac materialy, ktore maja mi pomoc.
zaczynam dochodzic do wniosku, ze studia i zglebianie zasad ustroju Polski i przepisow Konstytucji 1997 zamiast zniechecac mnie do niej, zamiast prowokowac do wytykania autorom bledow, zamiast przekonywac do koniecznosci zmiany tejze Ustawy Zasadniczej- przekonuja mnie do tego, ze bylo nad czym myslec w trakcie tworzenia jej zapisow.
po glebszym zastanowieniu stwierdzam, ze system wiekszosciowy- ktorego teoretycznie jestem zwolenniczka- nie sprawdzilby sie w Polsce jeszcz w ciagu najblizszych dziesiatek lat, ze wzgledu na kulture polityczna i na zainteresowanie spoleczenstwa biezaca polityka- a raczej jego brak.
podobnie dochodze do wniosku, ze wbrew pozorom prezydencka forma rzadow rowniez nie sprawdzilaby sie w tym kraju. choc z jednej strony bylaby dla polskiego spoleczenstwa latwiejsza w odbiorze (mniej byloby do zrozumienia niz w przypadku wszystkich dzialan podejmwoanych przez Sejm i Rzad, ktorych mechanizmy sa dla wielu niezrozumiale). ale z drugiej- jeden czlowiek, ktorego mialoby popierac i sluchac cale spoleczenstwo? taki Kaczynski- jakos nie potrafie sobie wyobrazic, by wiekszosc spoleczenstwa potrafila zaakceptowac jego samodzielnie podejmowane decyzje.
i co? okazuje sie, ze obecny ustroj jest najlepszy z mozliwych? jak demokracja wg Churchilla?
hmm.. trzeba to jeszcze raz przemyslec ;)
|