pisze wlasnie esej nt. prezydenckiej formy rzadow w Polsce. Pisze to mocno naduzyte okreslenie, bo zaledwie zaczelam czytac materialy, ktore maja mi pomoc.
zaczynam dochodzic do wniosku, ze studia i zglebianie zasad ustroju Polski i przepisow Konstytucji 1997 zamiast zniechecac mnie do niej, zamiast prowokowac do wytykania autorom bledow, zamiast przekonywac do koniecznosci zmiany tejze Ustawy Zasadniczej- przekonuja mnie do tego, ze bylo nad czym myslec w trakcie tworzenia jej zapisow.
po glebszym zastanowieniu stwierdzam, ze system wiekszosciowy- ktorego teoretycznie jestem zwolenniczka- nie sprawdzilby sie w Polsce jeszcz w ciagu najblizszych dziesiatek lat, ze wzgledu na kulture polityczna i na zainteresowanie spoleczenstwa biezaca polityka- a raczej jego brak.
podobnie dochodze do wniosku, ze wbrew pozorom prezydencka forma rzadow rowniez nie sprawdzilaby sie w tym kraju. choc z jednej strony bylaby dla polskiego spoleczenstwa latwiejsza w odbiorze (mniej byloby do zrozumienia niz w przypadku wszystkich dzialan podejmwoanych przez Sejm i Rzad, ktorych mechanizmy sa dla wielu niezrozumiale). ale z drugiej- jeden czlowiek, ktorego mialoby popierac i sluchac cale spoleczenstwo? taki Kaczynski- jakos nie potrafie sobie wyobrazic, by wiekszosc spoleczenstwa potrafila zaakceptowac jego samodzielnie podejmowane decyzje.
i co? okazuje sie, ze obecny ustroj jest najlepszy z mozliwych? jak demokracja wg Churchilla?
hmm.. trzeba to jeszcze raz przemyslec ;)
|