sznurki:

adi
pan M.
forum
moj las

przeszłość:

2008
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń



ownlog.com

design by gingery



02.02.2004 :: 18:19
Komentuj (2)
moj Dziadek jest w szpitalu. nie jest z nim dobrze. a ja? nic, wlasciwie to glupio mi, ze nie reaguje. nie jestem z nim zzyta tak jak bylam z drugim Dziadkiem, juz swietej pamieci, za ktorym do dzis czasem placze.





02.02.2004 :: 21:46
Komentuj (2)
introduction: mam faceta, niedawno obchodzilismy 2 rocznice, ma na imie P, jest o 7 lat starszy i o 5 cm nizszy, reszta jego wad prawdopodobnie znajdzie sie ponizej. opis nie bedzie obiektywny ze wzgledu na moj aktualny, cokolwiek rozzloszczony stosunek do niego.

jutro jest proba poloneza, pisalam smsa, wyslalam na gg wiadomosc, cisza.
dlaczego sms i gg? bo okazuje sie ze P woli chodzic na imprezy beze mnie. powod? "nie umie sie dobrze bawic bez piwka". (sprostowanie: poki co alkoholikiem jeszcze nie jest)
dlaczego wsciekam sie o poloneza? bo studniowka jest w sobote, P zazwyczaj nie tanczy (bo: nie umie, nie lubi- w zaleznosci od aktualnie przyjetej wersji), a ja chcialabym dobrze sie bawic. ponadto bedzie tam moja mama (o zgrozo!), wiec primo- mniej prawdopodobne ze bede sie dobrze bawic, secundo- bedzie potem krytykowac P i wypytywac zlosliwie mnie o to dlaczego nie tanczyl i dlaczego costam...
ech, nie mam sily.

a pan Z., ktory bardzo lubi mieszac mi w zyciu (zainteresowani beda kiedys mogli siegnac do zapiskow wczesniejszych) znow sie odzywa i twierdzi ze jedyna moja powazna wada jest to ze jestem glupio zakochana.



03.02.2004 :: 19:37
Komentuj (1)
ech, zastrzezenia, ze bylam wsciekla i wypowiedz byla bardzo subiektywna i jednostronna nie pomogly. wyglada na to, ze bede musiala jeszcze raz pisac o P.
;)

chociaz, jednostronna nie znaczy zupelnie falszywa niestety :(



05.02.2004 :: 21:13
Komentuj (2)
sama nie wiem co z tym bedzie. zmartwilam go dzisiejszym zachowaniem. zreszta, trudno mu sie dziwic, jego "wlasna" dziewczyna niechetnie przyjechala, nie chciala odwzajemniac pocalunkow, byla zdolowana. wypytywal, ale nic nie powiedzialam. moze to tylko przez ta cala bieganine, ktora ostatnio uskuteczniam. w koncu nie tak dawno wiedzialam, ze cos do niego czuje i to nie tylko sympatie i ryczalam jak bobr, bo przez chwile wydawalo mi sie, ze on woli "kumpluni"... etc.
trudno to pojac. najlepiej nie myslec. jutro znow rzuce sie w wir zajec. a jesli przyjedzie.. coz, mielismy nauczyc sie walca.

a pan Z. nadal chce mieszac.



06.02.2004 :: 16:38
Komentuj (0)
pytanie nr jeden: czy ktos kiedys slyszal glos serca? bo moje jest wielce niezdecydowane i co chwile mowi cos innego (co w konsekwencji powoduje ze trudno ze mna wytrzymac)
pytanie nr dwa: czy ja przezyje ta jutrzejsza studniowke?
podpunkt b: czy ja przezyje chodzenie i tanczenie w szpilkach?

na szczescie przygotowana jestem:
kreacja gotowa, szpilki mam, kolczyki niedlugo beda..

tylko psychicznie niezbyt optymistycznie
niech juz bedzie po...



07.02.2004 :: 16:13
Komentuj (3)
dzis studniowka.. nie czuje imprezy
natomiast siedzac u fryzjera i pozwalajac by ktos dotykal moich wlosow (grrr..), ale kok jest ladny..
zobaczymy



09.02.2004 :: 16:48
Komentuj (2)
polonez wyszedl swietnie (o dziwo!), wzruszylam sie i prawie poplakalam..
wysluchalismy dyrektorki (jak zwykle nic odkrywczego nie powiedziala, ale przeprosila za piatkowa "burze" czyli problemy jakie robila, gdy dekorowalismy sale). potem poszlismy do sal, przekasilismy cos i czekalismy na zdjecia. po chwili okazalo sie, ze nie ma pradu na auli... usterke szybko naprawiono, ale fotograf z glosu wielkopolskiego tak sie grzebal, ze zdjecia trwaly bardzo dlugo i nawet nie zrobiono nam wszystkich zdjec, ktore mialy byc zrobione.
pozniej zabawa zaczela sie rozkrecac i bylo dosc fajnie :) potanczylam (nawet szpilki mi nie przeszkodzily!), P. troche pomarudzil (staral sie bardzo i tanczyl ze mna, tylko irytowal sie, kiedy probowalam prowadzic... jestem niepoprawna ;)). poza tym P byl chory, ale dopiero pod koniec dalo sie to nam we znaki. jedyne, o co mam do niego male pretensje to jego reakcja na niektore kawalki.. jak tylko slyszal jakis hip-hop lub pokrewne rytmy to jeczal.. mowilam mu, ze nie musi ze mna caly czas tanczyc, jesli nie chce, ale mogl tak nie reagowac.
ogolnie studniowke uwazam za udana, choc nie rewelacyjna. mialam nadzieje, ze nauczyciele pobawia sie z nami, a tanczyl tylko polonista troche i chwilke dwie anglistki.
wszyscy, z ktorymi dzis na ten temat rozmawialam maja takie samo zdanie i zgodnie stwierdzilismy, ze chyba trzebaby jednak zrobic bal maturalny.




12.02.2004 :: 20:03
Komentuj (0)
image troche odmienilam, jak niektorzy juz zauwazyli :)
jest on w trakcie poprawek (a prace sa zawieszone- w koncu zima zaskoczyla drogowcow w lutym)

P. ma urodziny jutro, na szczescie prezent juz mam (zaciagnelam go do sklepu i kupilismy sweter). wyprawia je w piatek razem z Majka (o niej innym razem- kolezanka) w Zaku. mam nadzieje, ze bedzie ok. pytanie tylko czy bede musiala wracac po imprezie do domu...
w sobote jest z kolei impreza w Zerkowie, czyli ok. poltorej godziny drogi ode mnie samochodem. na bal karnawalowo- walentynkowy pojdzie wiec Piotrus sam. a ja - zgodnie z ambicjami i moja wlasna osobista decyzja bede.. sie uczyc. :(

Piotr walentynek nie lubi (z powodow banalnych i powszechnie wymienianych). a szkoda. jesli chodzi o moja opinie... coz, uwielbiam kartki :) uwazam, ze bylby to calkiem mily zwyczaj, gdyby nie ta wielka afera, ktora sie wokol tego robi.

i tak zycie sie toczy... czas przecieka przez palce.
a politologia w marzeniach uparcie tkwi.




14.02.2004 :: 16:02
Komentuj (0)
impreza udala sie srednio. niby bylo przyjemnie i milo i zabawnie, ale.. czesc znajomych P. zawiodla.
rano wbrew niklym nadziejom nie dostalam sniadania do lozka. wiem, ze on nie akceptuje "walentynek", ale... przeciez wie, ze ja co roku wypisuje kartki. i ze zrobilby mi ogromna przyjemnosc, gdyby uczynil to samo. w zeszlym roku dostalam ferrero rocher, w ksztalcie serduszka (oczywiscie..), mialam nadzieje, ze i w tym roku wynajdzie mi jakis drobiazg lub zrobi niespodzianke np w postaci sniadania. ale tym razem sie przeliczylam. troche mi smutno. glownie dlatego, ze przez nastepnych kilka dni aktualnym tematem beda wciaz walentynki i ktory chlopak co dla swojej ukochanej zrobil. drazni mnie to.

poza tym Majka powiedziala mi, ze mam Tego nie spieprzyc, bo ona widzi jak Piotr za mna szaleje. dal mi to zreszta odczuc. tylko dlaczego nie potrafi zdobyc sie na to, by mnie nie zawodzic w takich drobiazgach. w urodziny potrafil mnie zaskoczyc- przyjechal po calym dlugim dniu pracy (od 8 do 21)- oprocz prezentu- z bukietem 19 pieknych, dlugich jasnych roz (czyli takich jakie mnie podobaja sie najbardziej). ech ci faceci... same klopoty z nimi ;)



14.02.2004 :: 17:24
Komentuj (0)
dostalam walentynke. karteczke netowa. slodka. szkoda, ze dopiero teraz i ze to chyba przez moj nastroj dzis, ale..
:)



16.02.2004 :: 16:55
Komentuj (3)
boje sie.
zaczyna mi bardzo zalezec na studiach. nie na jakichstam (to oczywiste), ale na jednym konkretnym kierunku- politologii. 10 osob na miejsce. nazwa najlepszej szkoly w Wielkopolsce nie uratuje, jesli nie bede obkuta na blache. a czasu tak malo.
a jeszcze przedtem matura. polski, ktorego uczyc sie nie potrafie i z ktorego prac pisac tez nie umiem. i wos, ktory probuje przyswajac, ale jak mi to wyjdzie? nawet w polowie nie jestem
panika



18.02.2004 :: 20:38
Komentuj (4)
Hera- moja sliczna psinka jest chora..
P sie na mnie chyba obrazil
jestem zdenerwowana bo mysle o maturze etc..
jest super



21.02.2004 :: 12:12
Komentuj (2)
chora.
ide spac



22.02.2004 :: 17:27
Komentuj (2)
nie jest ciekawie. Gripex faktycznie obniza goraczke, ale to nie wszystko.
martwi mnie Hera (jedna z moich psinek kochanych, piekny dog de bordeaux). szanse na jej przezycie sa wg wynikow badan niewielkie (ma 3 lata, ale nie wiadomo co jej jest wlasciwie, jest tylko kilka hipotez). ma momenty lepsze, po kroplowce, zaczyna wtedy jesc i jest bardziej ozywiona, ale potem szybko sie meczy i zasypia. strasznie wychudla. a wyniki krwi, od ktorych zalezy to, czy bedzie w koncu operowana sa wciaz zle. z dnia na dzien gorsze. jak udalo sie podniesc krzepliwosc, opadla ilosc krwinek, nastepnego dnia na odwrot... i tak w kolko.
za to Zuzia (druga ukochana psinka, 10letnia jamniczka) jest potwornie zazdrosna i za kazdym razem gdy tata niesie Heruni specjalnosc zakladu (klopsy z mielonego wolowego z buraczkami i marchewka, zeby krew sie odbudowywala), musi cos dostawac (wg mamy)... wiec krotko mowiac niedlugo beda dwa psy chore, bo Zuzi kregoslup wysiadzie od dzwigania coraz ciezszego brzucholka...

a ja... wczoraj odwiedzil mnie P. byl cale popoludnie, tulil, glaskal, przynosil herbate, zmienial kompresiki, namawial do jedzenia (ile mozna jesc jak sie lezy w lozku prawie caly dzien?! nawet ja nie mam apetytu)... i ponoc jeszcze nie zlamal obietnicy niepalenia... :)





24.02.2004 :: 19:00
Komentuj (0)
ogladalam "forum" i nie moge sie nadziwic, jakich to my mamy madrych politykow. i to wcale nie jest sarkazm (no, moze troszke ;))
dlaczego w tym kraju wszystko musi sie rozgrywac po fakcie? dlaczego gdy podpisuje sie umowe nie ma odpowiedniej debaty, dlaczego politycy nie wskazuja sobie nawzajem niedociagniec? przeciez gdyby to robili umowa gazowa z Rosja nie bylaby kolejna porazka...



25.02.2004 :: 11:03
Komentuj (1)
Herunia juz lezy na stole i zasypia...
teraz to juz wszystko w rekach szczescia...




27.02.2004 :: 04:24
Komentuj (2)
dzis Czestochowa. jest 4:19 i ja chce isc spaaac.
jest zimno, spiaco etc.

wczoraj panika przedprobnomaturalna nie dala spac. co ja robilam przez ten caly rok? a przez 4 lata??? dol.

Hera po operacji, ale nadal nic nie wiadomo, bo wyniki krwi ma kiepskie.



27.02.2004 :: 21:00
Komentuj (5)
bylam w Czestochowie. poszlam do spowiedzi. ksiadz postraszyl mnie, ze moglam zajsc w ciaze. zemdlalam (nie dlatego ze to powiedzial, tam bylo duszno a ja swiezo po chorobie)
mama zapytala, czy przypadkiem w ciazy nie jestem.
teraz mam schiza ciazowego.
(tabletki dzialaja prawda?...)

ale za to chyba dzieki moim modlom piesek wyzdrowial najwyrazniej! wbrew wszelkim oczekiwaniom!



29.02.2004 :: 14:19
Komentuj (4)
jutro probna. probowalam powtarzac od wczoraj cokolwiek, ale prawda jest taka ze nie wiem nic. przynajmniej wynik da mi kopa w ...
tj. moze mnie zmobilizuje do nauki ;)
tylko skoro scio me nihil scire (dla nieswiadomych laciny: wiem ze nic nie wiem) to dlaczego znow sie denerwuje?

quidquid discic tibi discis (tłum. j.w.: czegokolwiek sie uczysz, uczysz sie dla siebie)
tylko jakos mnie to dzis nie przekonuje
jeden pozytywny wniosek- moze z polskiego nic nie pamietam, ale za to z nauki laciny cos mi zostalo... ;)