| 09.09.2007 :: 23:05 |
Komentuj (1) |
znajomy dzis "zaprosil" mnie do przeczytania swojego dopiero-co-utworzonego bloga. i przypomnialo mi sie, ze przeciez ja tez takowe mialam. ten byl ostatni.
wydawalo mi sie, ze moga smieszyc i wydawac mi sie obce slowa, ktore pisalam pare lat temu, majac lat nascie, w smiesznych kalendarzach- pamietnikach z kolorowymi okladkami. tymczasem okazuje sie, ze czytajac kilka ostatnich postow- pochodzacych przeciez z ubieglego roku- tez jakos nie do konca poczuwam sie do autorstwa.
czlowiek jest suma masek, ktore zaklada? moze kilka zgubilam ;)
nie wiem czy to bedzie nowy poczatek tego bloga. nie wiem, czy to jeszcze ma sens. moze lepiej jednak skrobac piorem na kartce swoje zale i podzieki do swiata?
zobaczymy
chcialabym napisac, ze cos sie zmienilo od ostatniego posta. ale chyba nadal tkwie w jakims martwym punkcie.
nic nie wiem.
a moze to dobrze? moze nie kazdy musi miec sprecyzowana sciezke kariery? i byc niezmienny (z dnia na dzien) w uczuciach? inaczej gdzie mialaby swoj poczatek roznorodnosc, ktora tak usilnie chcemy zauwazac wsrod siebie i miedzy soba my- ludzie.
zastanawiam sie czy jutro poznam wlasne slowa i czy sama bede pamietac co mi krazylo po glowie i co podkusilo mnie, by znow tu zajrzec.
pozdrowienia dla M.
|
| 10.09.2007 :: 11:21 |
Komentuj (4) |
chcialam cos napisac, ale nic pozytywnego by to nie bylo, bo wlasnie rozmyslam o tym, ze powinnam o siebie zdecydowanie bardziej zadbac. troche dla P., ale przede wszystkim dla siebie.
ale zeby dzis pesymistycznie nie bylo, to napisze tylko DZIEN DOBRY i MILEGO DNIA
oraz przypomne, ze Polacy postawili sie Portugalczykom i na stadionie swiatla padl remis 2-2 :)
|
| 11.09.2007 :: 08:37 |
Komentuj (3) |
dzis dostaje pod opieke moja Chrzesniaczke- Nadie. powinnam juz sprzatac, isc na zakupy, odebrac paczke z poczty- a ja co? poddaje sie wczorajszemu dniu :| chyba zamiast leciec na wakacje powinnam dostac dodatkowe wyklady juz od dzis ;) leci mi drugi miesiac wakacji-nie do konca zasluzonych- a ja lenia dostaje ;)
aa, wlasnie, nie pisalam. lecimy z P. na Rodos. na 2 tygodnie. niby marzylam o Grecji, o dluzszych niz tydzien wakacjach etc., ale jakos entuzjazmem nie palam, nie skacze z radosci. wlasciwie to nie dociera do mnie to, ze mamy gdzies leciec.
i to akurat teraz- po pol roku gdy ukladalo nam sie lepiej niz dobrze, znow zaczelam sie zastanawiac- to jest milosc czy przyzwyczajenie i przyjazn?
chcialabym miec jakis miernik, test, cokolwiek. a nie mam nic. madrzy mowia, by sluchac serca. tylko co mam z tej mowy wiedziec, skoro ono co chwile mowi cos innego?
niedawno P. rozwial moje watpliwosci dotyczace ewentualnego slubu- zapewnil, ze mysli o tym, by taka decyzje w przyszlosci podjac. cieszylam sie, czulam ulge. potem powiedzial, ze mam wybrac pierscionek (akurat ogladalam wystawe bizuterii)- bylam mile zaskoczona. powiedzialam mu jednak, zeby zrobil to sam (lub z pomoca mojej kuzynki), jak przyjdzie na to czas. teraz nie chcialabym, zeby on uznal, ze ten czas juz nadszedl. z drugiej strony wczoraj ogladalam w necie pierscionki.
sa 3 opcje:
a)albo sie nudze
b)albo jestem rozchwiana emocjonalnie
c)albo.. jedno i drugie naraz ;)
tymczasem zaprowadze gadzine cialo pod prysznic, a duch niech sobie wedruje gdzie chce- w koncu zostaly mu tylko niecale 3 tygodnie wolnosci przed coroczna walka nauka vs dekoncentracja
|
| 12.09.2007 :: 20:39 |
Komentuj (0) |
Dziadek zmarl
tydzien temu rozmawialam z nim o tym jakie krzaki przy nowych domach posadzic.
nie bylam dobra wnuczka
|